Jaślanie w anegdocie. Część siódma: Henryk Dobrzański „Hubal” [ZDJĘCIA]

Wiesław Hap
Kontynuujemy opowieść o bohaterach książki „Sławni i zapomniani jaślanie w ciekawostkach i anegdotach”. Tym razem przywołujemy ciekawe wydarzenia z życia słynnego Henryka Dobrzańskiego "Hubala".

Dla jednych oficer „bez skazy”, dla innych kontrowersyjny major Henryk Feliks Józef Dobrzański herbu „Leliwa” urodził się w Jaśle w 1897 r. Wywodził się ze starych i zasłużonych rodów ziemiańskich. Jego rodzina była bardzo blisko związana z właścicielami dworu, Sroczyńskimi, dlatego „pan na Gorajowicach” - Tadeusz Sroczyński - został chrzestnym ojcem małego Henryka. Uroczystość chrztu przyszłego bohatera historii Polski, obydwu wojen światowych oraz bojów z bolszewikami, odbyła się 13 lipca 1897 r. w kościele farnym w Jaśle.

Debiut jeździecki

Już jako mały chłopiec uwielbiał jazdę konną. I tego dotyczy pierwsza, dość ciekawa historia z jego bogatego życia. Otóż, swoje pacholęce szarże jeździeckie przypłacił chorobą - w wieku ośmiu lat, po upadku z konia doznał wstrząsu mózgu. A wszystko wzięło się stąd, że chłopiec postanowił z podmiejskich łąk nieopodal dworku gorajowickiego, zwanych dziś „Łąkami Hubalowymi”, uczynić sobie prawdziwy parcours. Tyle tylko, że w jego zawodach rolę ruchomych przeszkód pełniły... pasące się tam krowy. Przeskakując nad grzbietem jednej z nich, zwalił się wraz z koniem na ziemię i odniósł wspomnianą kontuzję. Nie zraził się tym i nadal uprawiał jeździectwo.

Ułańska fantazja

W jeździeckiej reprezentacji kraju zadebiutował w 1925 r. Słynnym jego występem były zawody w Londynie w sali „Olimpia”. W obydwu przejazdach na koniu Generał nie strącił żadnej przeszkody i dzięki temu Polacy zajęli drugie miejsce. Główny bohater wieczoru, jako jedyny dwukrotnie bezbłędnie przejechał cały parcours, powinien otrzymać indywidualną nagrodę. Gospodarze o tym zapomnieli. Zrehabilitowali się dopiero po jakimś czasie i Dobrzański otrzymał od księcia Walii złotą papierośnicę z napisem „Dla najlepszego jeźdźca spośród oficerów wszystkich narodów”.

W międzyczasie z wkurzonego całą sytuacją Henryka postanowili zażartować sobie jego koledzy. Kiedy wszyscy siedzieli w pokoju hotelowym, wkroczył tam ktoś ze służby i wniósł specjalną przesyłkę. Dobrzański był przekonany, że to prezent po zawodach. Kiedy otworzył paczkę, oczom zebranych ukazał się… hotelowy wazon. Obdarowany ze złości roztrzaskał go o podłogę i rzucił się do otwierania walizki, gdzie miał schowany rewolwer. Koledzy natychmiast uciekli z pokoju…

Niepokorny oficer

Służąc w Grudziądzu, bardzo nudziły go codzienne zajęcia. Dla rozrywki zwołał więc swój szwadron i wykonał z nim błyskotliwą szarżę konną z szablą na młode drzewka w miejskim parku. To tylko dolało oliwy do ognia w zatargach z przełożonymi i został karnie przeniesiony do pułku ułanów w Rzeszowie. Wynikało to również i z cech charakteru majora, takich jak: wybuchowość, odwaga w wyrażaniu opinii, prawość, obrona podwładnych. Z Rzeszowa trafił do Hrubieszowa, gdzie został kwatermistrzem. Gdy dowódca pułku zarzucił mu, że nie ma wystarczającej ilości żywności dla żołnierzy, sprowadził cały wagon pożywienia, którego nie dało się upchnąć w magazynie.

Pewnego razu otrzymał od małżonki w prezencie konia. Podobno na jego pytanie, skąd wzięła na to pieniądze, odpowiedziała: „Nic Ci Do Tego”. Tak też go nazwał. Gen. Juliusz Rómmel, odwiedzając Dobrzańskiego, zobaczył wierzchowca i spytał luzaka, jak się zwie. Tamten dumnie zawołał: „Nic Ci Do Tego! Panie Generale!”. Major musiał interweniować i tłumaczyć.

Kiedy podczas manewrów na Wołyniu oddano pod komendę „Hubala” pułk kawalerii, ten nie czekał na następny dzień i nocą przeprawił się z pułkiem przez rzekę, okrążył „nieprzyjaciela” i wziął do niewoli cały sztab naczelny. Ten krok spodobał się jego podkomendnym, ale po raz kolejny został źle odebrany przez zwierzchników, którzy znów wyrazili się o majorze: „to oficer nie na czasy pokojowe”. Gen. Rómmel powiedział wtedy do niego; „Heniu, teraz to i ja Ci już nic nie pomogę”.

Dusza towarzystwa

Charakteryzował go cięty dowcip, mocna głowa do trunków, uwielbienie w oczach kobiet i kolegów. Był też świetnym tancerzem oraz brydżystą. Zimą wyjeżdżał z żoną do Zakopanego. Uczestniczył tam w zawodach konnych na śniegu i jeździł na nartach. Wieczory i noce spędzał w towarzystwie małżonki w kawiarniach i w sali hotelu „Bristol”, gdzie wspólnie zdobywali nagrody w konkursach tańca na balach.

Któregoś dnia w Rzeszowie, razem z żoną udał się na koncert Jana Kiepury. Przed budynkiem stał posąg artysty wykonany z tworzywa który spodobał się pani Dobrzańskiej. Po koncercie major odprowadził małżonkę do domu. Kiedy położyła się spać, wraz z kilkoma kolegami oficerami, pomimo pościgu policji, „uprowadził” figurę tenora. Postawił ją przed kamienicą, gdzie mieszkali Dobrzańscy.

……………
Czytelników, którzy chcieliby poznać bliżej postać tego niepospolitego człowieka i innych bohaterów mojej książki, gorąco zachęcam do zapoznania się z tym wydawnictwem. Można je kupić w biurze Stowarzyszenia Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego przy ul. Śniadeckich 15 (po uprzednim kontakcie telefonicznym - nr tel. 505 661 224) oraz w „Księgarni u Jacka”.


ZOBACZ TAKŻE:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie