Oddały serca florystyce. Komponują bukiety, które sprawiają jaślanom radość [ZDJĘCIA]

Jakub Hap
Jakub Hap
Dla wielu mieszkańców Jasła te panie nie są anonimowe. Florystki mogą pochwalić się wieloma klientami, którzy regularnie odwiedzają ich kwiaciarnie.
Dla wielu mieszkańców Jasła te panie nie są anonimowe. Florystki mogą pochwalić się wieloma klientami, którzy regularnie odwiedzają ich kwiaciarnie. Jakub Hap (3)
Udostępnij:
Z okazji obchodzonego we wtorek Dnia Florysty odwiedziliśmy trzy jasielskie kwiaciarnie. Pracujące w niej panie - Joanna, Małgorzata, Monika i Bożena - opowiedziały nam o swojej pracy i zamiłowaniu do kwiatów.

Joanna Świątkowska doskonale znana jest mieszkańcom ulicy Szkolnej, bo właśnie przy niej, od czterech lat prowadzi kwiaciarnię „Oliwia”. Ale klientów ma też z innych części miasta. Pracy oddaje całe serce, choć kwiatów nie pokochała od pierwszego wejrzenia.

- Były obecne w moim dzieciństwie, mieliśmy je w domu, ale zauroczyły mnie dopiero po latach, kiedy pracowałam jako kucharka-kelnerka. Nawiązując współpracę z firmą cateringową Konkret, dzięki jej szefowej mogłam dodatkowo zajmować się dekoracją stołów w salach bankietowych, co sprawiało mi dużą przyjemność. Uznałam, że skoro mam rękę do kwiatów, mogłabym zajmować się nimi na co dzień. Odbyłam pierwsze szkolenia, zaczęłam chłonąć wiedzę z książek. Tak zaczęła się ta przygoda i trwa już kilkanaście lat

- opowiada Joanna.

Kwiaty to jej praca, ale przede wszystkim wielkie zamiłowanie.

- Im dłużej się nimi zajmuję, tym bardziej mnie kręcą. Każdy bukiet traktuje w kategoriach wyzwania, każdy jest inny, nie lubię się powtarzać. Stali klienci wiedzą, że mogą mi zaufać. Często słyszę: pani Asiu, zdaję się na panią, bukiet na pewno będzie piękny. Niezmiernie się cieszę, gdy po jakimś czasie te same osoby znów pojawiają się w kwiaciarni i zamawiają wielki bukiet. To dowód, że spełniam ich oczekiwania

- podkreśla właścicielka "Oliwii".

Ale zauważa, że wejście do „branży” nie było usłane różami.

- Przejęłam kwiaciarnię, którą przez wiele lat prowadziła inna florystka. Musiałam przekonać ludzi, że jestem dobra w tym co robię, zdobyć klientów. Udało się, dużo dał mi fanpage na Facebooku, który założyłam zachęcona przez znajomych. Regularnie wrzucam tam zdjęcia moich bukietów

- mówi.

Małgorzata Górniak prowadzi kwiaciarnię „Magnolia” przy ulicy Krasińskiego. Już od dziesięciu lat, wcześniej przyjmowała zlecenia na dekoracje okolicznościowe.

- Od zawsze lubiłam dekorować stoły, świątecznie, na uroczystości rodzinne. Pewnego razu z siostrą przeczytałyśmy ogłoszenie o kursie florystycznym. Zapisałyśmy się. Szybko połknęłam bakcyla. Wcześniej byłam kontrolerem jakości, kucharką, prowadziłam sklep. Gdy mocniej zainteresowałam się kwiatami, mąż dostrzegł mój zapał i na walentynki zasponsorował mi lokal, w którym do dziś prowadzę działalność

- opowiada Małgorzata.

Lubi swoją pracę. Wymaga kreatywności, dzięki czemu nie grozi jej rutyna.

- Jeżeli przychodzi obcy klient, pierwszy raz, i chce bukiet z czerwonych róż, to mu go robię. Ale mam już takich klientów, którzy przychodzą regularnie i mówią: pani Małgosiu, potrzebuję bukiet na urodziny dla żony, albo na rocznicę ślubu i tyle mi wystarczy. Wychodzą zadowoleni i potem wracają. W międzyczasie często otrzymuję smsy od obdarowanych kwiatami. Czytając wiadomości w stylu: pani Małgosiu bukiet był obłędny, człowiek rośnie

- śmieje się florystka z ulicy Krasińskiego.

Podobnymi komplementami obsypywane są Monika Wojdyła i Bożena Zięba, pracujące w kwiaciarni „Gaba” przy ul. Rejtana.

- Koleżanka potrzebowała pracownicy do kwiaciarni, i tak się zaczęło

- wspomina swoje początki w branży Monika, właścicielka kwiaciarni.

Gdy otworzyła własną działalność, historia zatoczyła koło.

- Przyszłam po kwiatki, i już zostałam. Wygadałam się, że od dziecka interesują mnie kwiaty, a Monika akurat rozglądała się za pracownikiem. Zapytała, czy przypadkiem nie szukam pracy. Przyjęłam propozycję i działamy już razem 23 lata, Monika 24

- wyznaje Bożena Zięba.

Florystki cały czas doskonalą się w swoim fachu.

- Zaczynałyśmy jako samouki, teraz jest internet, są książki, z którym można czerpać wiedzę i się rozwijać, odbywają się szkolenia. Korzystamy z tych możliwości

- podkreśla Monika Wojdyła.

I dodaje, że i u niej w kwiaciarni ten sam bukiet dwa razy się nie zdarza.

- Chyba że ktoś przyjdzie z wydrukiem zdjęcia z naszej strony

- śmieje się florystka.

Co ciekawe, wszystkie nasze rozmówczynie znają się, i choć teoretycznie są konkurencją, współpracują. Pytane, jakie kwiaty preferują jaślanie, wymieniają klasyczne róże, tulipany, ale i kwiaty typowo sezonowe, wiosenne. Jak twierdzą, zdarzają się również odważni, którzy na przekór dotychczasowym przyzwyczajeniom wychodzą z kwiaciarni z tymi egzotycznymi.

- Coraz więcej mieszkańców kupuje też kwiaty bez okazji. Dekorują nimi domy i mieszkania

- zauważa pani Bożena.

Drogie Panie, z okazji Dnia Florysty życzymy Wam, by zapał, z jakim realizujecie swoje zamiłowanie nigdy w Was nie zgasł. I jeszcze więcej zadowolonych klientów ;-)


**ZOBACZ TAKŻE:

**

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie