Przeciąga się proces w sprawie śmierci 32-letniej Joanny

Grzegorz Michalski
Grzegorz Michalski
fot. GM
Udostępnij:
Po raz kolejny Sąd Rejonowy w Jaśle przesunął datę rozpoczęcia procesu, który miał wyjaśnić sprawę śmierci 32-letniej Joanny Paszyńskiej. Kobieta zmarła w 2017 r. kilka dni po wyjściu ze szpitala. Prokuratura Regionalna w Rzeszowie postawiła w stan oskarżenia Szymona N., kierownika oddziału chirurgii.

Śledczy po wysłuchaniu oskarżone oraz świadków i przeprowadzeniu dowodu z opinii biegłego zarzucają lekarzowi, że ten nie dopełnił obowiązków. Pierwsza rozprawa w sprawie przeciw lekarzowi przed Sądem Rejonowym w Jaśle miała się odbyć jeszcze w maju ub. roku. Pierwszy termin (15 maja 2020 r.) został przez sąd odwołany. Powodem – jak tłumaczył sąd - była choroba przewodniczącej składu sędziowskiego. Rodzina oczekiwała na kolejną datę. Po kilku tygodniach wyznaczono kolejny termin – rozprawa miała się odbyć 15 października 2020 r. I po raz kolejny nie doszło do spotkania oskarżonego i rodziny na sali rozpraw. Tym razem rozprawa została odwołana na wniosek obrońcy oskarżonego.

Trzeci termin, na który wyznaczono rozpoczęcie przewodu sądowego to 15 października. Również w ten dzień nie doszło do otwarcia sprawy. Na rozprawie pojawił się mąż zmarłej kobiety, który występuje w sprawie u boku prokuratora jako oskarżyciel posiłkowy. Również tym razem sprawa została przesunięta. Do sądu nie stawił się ani oskarżony, ani jego pełnomocnik. Oskarżony lekarz przesłał dzień przed rozprawą do sądu zwolnienie lekarskie z Oddziału Ratunkowego Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. Z kolei w dzień rozprawy sąd otrzymał pismo wyrażające chęć uczestnictwa przez oskarżonego w rozprawie, ale jak tłumaczył zdrowie mu na to nie pozwala. W związku z tym sędzia przesunął rozpoczęcie otwarcia przewodu sądowego na luty przyszłego roku.

32-letnie Joanna Paszyńska z Jasła zdecydowała się na zabieg wycięcia woreczka żółciowego. Operacja odbyła się 23 listopada 2017 r. w jasielskim szpitalu. Zanim kobieta trafiła na stół operacyjny, kilka tygodni wcześniej zrobiła w Dębicy z wszystkie potrzebne badania. Lekarze mieli wykonać zabieg metodą laparoskopową (bez rozcinania brzucha). W czasie operacji chirurdzy podjęli decyzję o przejściu na metodę tradycyjną i rozcięli jej jamę brzuszną. Kobieta została wypisana do domu. Odczuwała spory ból, lekarze zapisali leki i zlecili dietę. Zmarła kobieta 15 grudnia 2017 r. miała się zgłosić na konsultacje do lekarza oraz iść na zdjęcie szwów w poradni chirurgicznej. Wizyty kontrolnej nie doczekała. 8 grudnia około godz. 14 mąż wrócił do domu i zobaczył, że żona nie daje oznak życia. Na miejsce wezwano pogotowie. Lekarzom nie udało się przywrócić kobiecie czynności życiowych. Na miejscu był prokurator, zlecono sekcję zwłok oraz zabezpieczono dokumentację medyczną. W trakcje sekcji okazało się, że w brzuchu kobiety było ok. 2 litrów płynu. Sprawa trafiła do prokuratury. Z racji charakteru sprawy została przekazana przez jasielskich śledczych do Rzeszowa. Prokuratorzy zlecili analizę przebiegu choroby biegłym ze Śląskiego Centrum Medycyny Sądowej w Bytomiu. Po przeprowadzeniu czynności oraz wysłuchaniu kierownika oddziału śledczy postawili mu zarzut niedopełnienia obowiązków.

W Puszczy Białowieskiej utonęło 21 żubrów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie