Zbigniew Dranka z Jasła to łowca autografów. Ma ich całe mnóstwo

Bogdan Hućko
Udostępnij:
Sam nie wie ile ma podpisów, bo nigdy nie liczył. Na pewno zgromadził kilkaset. Od osób z pierwszych stron gazet, postaci już historycznych, kultowych w różnych środowiskach, ale też od wielu innych, których spotkał w swoim życiu. Ludzi różnych profesji, dziedzin, mniej lub bardziej znanych. Każdy wpis to odrębna historia, przy każdym autografie mógłby snuć odrębną opowieść.

W swojej ogromnej kolekcji ma podpisy George Busha, Jana Pawła II czy Edmunda Hillary’ego. Jedna z wielu licznych pasji Zbigniewa Dranki zaczęła się bardzo niewinnie, wręcz przypadkowo, od pamiętnika z lat szkolnych.

- Wtedy to była niewinna zabawa, nie zdawałem sobie z tego sprawy, a teraz po latach, są to autografy koleżanek i kolegów

- zaznacza kolekcjoner.

Biblioteka w Jaśle w latach 60. minionego wieku znajdowała się w budynku obecnego kina Syrena. Niespełna 14-letni Zbigniew Dranka poszedł na spotkanie ze Stanisławem Grochowiakiem, autorem bliżej mu nieznanym. Niewiele wiedział o twórczości poety, dramatopisarza i publicysty. Podczas spotkania uświadomił sobie, że jednak jest to ktoś ważny. Wiele osób podchodziło do niego z notatnikami, książkami, a Stanisław Grochowiak cierpliwie podpisywał podsuwane mu pod nos przeróżne kartki papieru.

- Nie miałem nic. Pobiegłem do domu. Gdy wróciłem, to Grochowiak wsiadał już do samochodu, ale wpisał się do pamiętnika

- pokazuje autograf autora „Menuetu z pogrzebaczem” czy „Trismusa” z datą 22 października 1964 roku.

- Wtedy postanowiłem, że będę zbierał autografy

- wspomina Zbigniew Dranka.

Podpis Grochowiaka dał początek wielkiej kolekcji. Młody Zbyszek cztery dni później poprosił o wpis gawędziarza góralskiego, którego nazwiska już nie pamięta, ale pasja została mu na całe życie.

- W pierwszym pamiętniku mam wpis mamy i taty. Tata wpisał się przekornie na okładce: „Wpisać się na okładce, to jest moje zdanie, bo kartki wylecą, a okładka zostanie”. Córka mi cenzurowała jako dziecko i byłem zły, a dzisiaj to cenna pamiątka córki, żony i także wnuczki. Rzadko kto z łowców autografów ma wpisy najbliższych

- zaznacza jaślanin. Żałuje, że nie poprosił o wpis do pamiętnika swoich babć i dziadków zarówno ze strony mamy jak i taty.

- A spotkałem ich w życiu

- dodaje.

Polowanie na gwiazdy estrady

- Z tym pamiętnikiem chodziłem do domu kultury, gdzie przyjeżdżały gwiazdy estrady. Jana Pietrzaka spotkałem na słynnym turnieju miast Jasło - Krosno w 1965 r. Był wtedy kamerzystą w ekipie technicznej. Opiekowałem się nim jako harcerz. Pamiętam, że szliśmy do Dubiela po bułki, bo był głodny

- opowiada Zbigniew Dranka.

Na znane postacie polował w domu kultury lub w jego pobliżu.

- Nie zawsze dostawałem się na koncert ze względów finansowych, czekałem przed lub po koncercie. Jedni byli mniej, inni bardziej dostępni

- wspomina.

Po okresie młodzieńczych fascynacji, zaczął pracować w domu kultury, ale ze zdobywania autografów nie zrezygnował. Teraz dostępność do gwiazd estrady miał zdecydowanie łatwiejszą.

- Tym bardziej, że do moich obowiązków należało zdobyć wpis do kroniki. Najwięcej podpisów uzyskałem, pracując w JDK oraz odwiedzając studia TVP. Gdy zacząłem przeprowadzać wywiady z gwiazdami dla tygodnika „Podkarpacie”, to w konwencji rozmowy był zawsze autograf

- podkreśla.

Podpisy zdobywał często w najmniej oczekiwanych sytuacjach.

- Większość artystów bardzo rzadko wychodziło na spacer do miasta, a jeżeli już, to na posiłek do pobliskiej restauracji. Były jednak wyjątki. Jarema Stępkowski podpisywał mi pamiętnik – jeszcze jako nastolatkowi - na środku ulicy Ducala, idąc na rekonesans po Jaśle. Znany z filmu „Wilcze echa” aktor Bruno O’Ya prosił mnie o fotografie na tle kościoła Franciszkanów, bo - jak twierdził - w każdym z odwiedzanych miejsc dokumentuje w ten sposób swój pobyt. Podczas jednego z licznych wspólnych spacerów po Jaśle z Wojciechem Siemionem daliśmy się zaprosić do mieszkania, którego właściciele wypatrzyli nas przez okno w przerwie „Jasielskich Okółek”. Jan Monczka, rozpoznawany jako „Tulipan”, wywołał zrozumiałe ożywienie w sklepie odzieżowym w „Strasznym Dworze”. Popularny aktora gościłem w swoim domu

- wspomina Zbigniew Dranka.

Pokaźną ilość autografów zdobył podczas spotkania środowisk twórczych w Teatrze Narodowym w Warszawie. Dostał się tam bez zaproszenia, zupełnie przypadkowo. Wyjaśnił pilnującemu żołnierzowi, który nie chciał wpuścić - także bez zaproszenia - wiceministra kultury, kto to jest i wszedł z przedstawicielem resortu. Wcześniej z żołnierzem połamał się opłatkiem.

Szczęśliwe przypadki

Prawie wszystkie podpisy zdobył osobiście, tylko nieliczne korespondencyjnie.

- Były to zaplanowane bądź przypadkowe spotkania. Każde z nich ma swoją historię, niekiedy dramaturgię

- uśmiecha się Zbigniew Dranka.

Ignacy Penderecki złożył mu podpis na Jasnej Górze. Prymas Józef Glemp wpisał się podczas otwarcia Podkarpackiej Szkoły Wyższej w Jaśle. Biskup rzeszowski Jan Wątroba, wychodząc z zakrystii kościoła farnego w Jaśle. Williama Whartona sfotografował w Radio Rzeszów, bo jako jedyny miał aparat. Utrwalił dla potrzeb rozgłośni na fotografii pobyt pisarza, a dla siebie zdobył autograf autora „Ptaśka”.

Kiedyś w nocy utknął w korku przed Wrocławiem. W samochodzie stojącym przed nim siedział za kierownicą znany perkusista kubański Jose Torre.

- Zagadnięty o autograf podpisał mi swoją fotkę. Obaj pojechaliśmy objazdem

- zaznacza.

Z twórcą krakowskiej „Piwnicy pod Baranami” Piotrem Skrzyneckim, wypili po „pięćdziesiątce” wódki.

- Podpisał się na mojej wizytówce i omyłkowo dałem ją komuś i nie wiem komu

- żałuje.

W parku zdrojowym w Dusznikach spotykał wybitnych pianistów - Piotra Palecznego, Halinę Czerny-Stefańską, Paula Badurę-Skodę, Wojciecha Dzieduszyckiego.

Z George Bushem w lincolnie

W czasach gdy był dyrektorem Młodzieżowego Domu Kultury, a Jasło było jednym z nielicznych ośrodków baseballowych w Polsce, znalazł się w delegacji zaproszonej na spotkanie z prezydentem USA George Bushem do ambasady amerykańskiej w Warszawie.

- Było zapowiadane zdjęcie z prezydentem dla wszystkich. Potem zmieniono plany, że prezydent stanie do zdjęcia tylko z zawodnikami. Zrezygnowany wrzuciłem aparat do torby, a dyktafon wisiał mi na ręce. Zrobili zdjęcie, prezydent podszedł do kogoś ze swojej ekipy po wodę, wskoczyłem na podest, ten sam człowiek podał mi wodę, szybko łyknąłem, pobiegłem za nim, krzyknąłem drugi raz „mister prezydent” i on mnie zaprosił do lincolna. Nie znałem języka, poprosiłem prezydenta o autograf, zrozumiał. Prezydent był leworęczny. Miałem przygotowany okolicznościowy medal dla prezydenta światowej ligi baseballu, ale wręczyłem upominek prezydentowi Bushowi. Powiedział, że zachowa w prywatnej rezydencji. To wszystko nagrało się na dyktafonie. Koleżanka mi przetłumaczyła. Wtedy wychyliłem głowę z lincolna i krzyknąłem, żeby ktoś zrobił mi zdjęcie. I się zaczęło, co ja tu robię, jak wszedłem. Autograf jednak mam

- uśmiecha się Zbigniew Dranka.

Jedyny od Edmunda Hillary’ego

Polował na autografy niemal dosłownie. Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie 19 czerwca 2004 r. gościło zdobywcę Mount Everestu Edmunda Hillary’ego. Zbigniew Dranka dowiedział się o tym z Radia Kraków, jednej z czterech rozgłośni, które słucha w domu.

- Może bym pojechał o 10:15 do Krakowa zawiesić córce w mieszkaniu lampę

- zapytał żony.

- To jedź

- usłyszał.

- Pojechałem, ale siedziało mi w głowie, że w UJ ma być Hillary. Córka zdobyła wiertarkę, której nie miałem, u swojego kolegi, okazało się potem, że u mojego przyszłego zięcia. Podwieźli mnie jego samochodem przed uniwersytet. Nie było szans wejść. Ochrona nie wpuszczała nikogo. Powiedziałem, że jestem z Radia Rzeszów, z którym wtedy współpracowałem. Ochroniarz wpuścił mnie, ale cały czas mnie obserwował, nie spuszczał z oka

- wspomina łowca autografów. Usłyszał od prowadzącej spotkanie, że himalaista jest bardzo zmęczony i nie będzie żadnych autografów. Do stołu, za którym siedział Hillary, ustawiła się kolejka przedstawicieli klubów wysokogórskich z książkami, albumami, kronikami. Zbigniew Dranka nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z takiej okazji. Poszedł na górę. Hillary akurat schodził.

- Na półpiętrze krzyknąłem: mister Hillary, a on wykonał taki przyjazny gest i wpisał się jako jedynemu. Dałem aparat ochroniarzowi, żeby zrobił mi zdjęcie. Już na zewnątrz, gdy stałem, patrząc jak profesor Franciszek Ziejka żegna gościa, podszedł do mnie opiekun Hillarego na Polskę i powiedział, że widział jak walczyłem o autograf. Dał mi podpisane zdjęcie Hillarego. W ten sposób mam dwa autografy zdobywcy Mount Everestu

- nie kryje satysfakcji Zbigniew Dranka.

Najcenniejszy od Jana Pawła II

Najbardziej ceni sobie jednak podpis Jana Pawła II. Po wyborze na Stolicę Piotrową wysłał do Ojca Świętego gratulacje. W następnych latach korespondował z ks. Mieczysławem Mokrzyckim. Obecny metropolita lwowski był wtedy osobistym sekretarzem polskiego papieża. Prosił oczywiście o autograf biskupa Rzymu. Wreszcie podpis Jana Pawła II dotarł pocztą z Watykanu ze stosownym potwierdzeniem sekretariatu stanu.

- To był dla mnie szok

- nie ukrywa co wtedy czuł.
Córka ma błogosławieństwo od Benedykta XVI. Do kolekcji dołożył faksymile Franciszka.

Od wszystkich prezydentów

W swojej kolekcji ma autografy wszystkich prezydentów Polski. Ryszarda Kaczorowskiego spotkał na rynku w Krakowie. Do Wojciecha Jaruzelskiego napisał list z prośbą i generał przysłał. Lech Wałęsa podpisał mu w Jaśle. Pokazał prezydentowi swoje zdjęcie z Danutą Wałęsową, zrobione podczas Konkursu Chopinowskiego w Dusznikach-Zdroju.

- Wałęsa zainteresował się fotografią, pytał skąd mam. Podczas podpisywania rozsypał się mu długopis i wszyscy zbierali, bo to był pamiątkowy, podarowany przez kogoś

- przypomina spotkanie z legendarnym elektrykiem.

Aleksandra Kwaśniewskiego spotkał na ingresie Stanisława Dziwisza w Krakowie.

- Stał w otoczeniu ochroniarzy. Podszedłem, podpisał. Żaden z ochroniarzy, ze względu na procedury, nie był w stanie zrobić nam pamiątkowego zdjęcia. Przechodził akurat dominikanin, ojciec Maciej Zięba i zrobił nam zdjęcie

- wspomina Zbigniew Dranka.

Lech Kaczyński podpisał mu w Jaśle. Prezydent wracał z Dnia Dziecka w Żarnowcu i zatrzymał się u Stanisława Zająca.

- Byłem na spotkaniu i prosiłem posła Bogdana Rzońcę, ale jemu się nie udało. Gdy miał już odjeżdżać, wyszła do ludzi pani Maria Kaczyńska. Podszedłem gdy była już w samochodzie, złożyła swój podpis i poprosiłem ją o zdobycie autografu męża. Zapytała mnie wtedy: bardzo panu zależy? Powiedziałem, że bardzo. Trąciła go łokciem i mi podpisał. Byłem tak zaaferowany, że nie zauważyłem, że prezydent już siedział obok w samochodzie

- zdradza kulisy zdobycia kolejnego autografu głowy państwa. Od Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy otrzymał korespondencyjnie.

Zawsze fascynował go Vaclav Havel. Dowiedział się, że będzie w Krakowie. Czekał przy wejściu do szkoły teatralnej, usłyszał jak jeden z organizatorów spotkania mówił do zaprzyjaźnionego dziennikarza, że Havel wjedzie podziemnym wejściem. To był dobry trop. Havel przyjechał w towarzystwie Kazimierza Kutza i Adama Michnika. Łowca autografów z Jasła miał od razu trzy podpisy.

Na Polach Elizejskich w Paryżu obserwował wielką defiladę wojskową. Napisał o tym w „Obiektywie Jasielskim”, który wysłał do prezydenta Francji. Nicolas Sarkozy przysłał mu zdjęcie z autografem.

Z Miłoszem w kolejce po mleko

W kolekcji ma też autografy noblistów. Do Czesława Miłosza napisał list, gdy autor „Zniewolonego umysłu” był profesorem Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Otrzymał podpis pisarza.

- Stałem akurat w kolejce po mleko i otwierałem list od Miłosza

- utkwiły mu w pamięci okoliczności dostarczenia korespondencji.
Wisławę Szymborską ujął wierszem jej autorstwa „Obóz głodowy pod Jasłem”. Prośbę spełniła. Napisał do asystentki Olgi Tokarczuk - Iryny Wikyrczak. Przysłała nie tylko dla niego, ale również żony, córki, zięcia i wnuczki.

Nie zawsze się udało

Prośbę wysłał do królowej Elżbiety II. Dwór monarchini odpisał, że królowa przesyła swój podpis i dziękuje mu za... autograf.

W Krakowie była królowa Danii.

- Wiedziałem, że z Wierzynka pójdzie do bazyliki mariackiej. Stanąłem w drzwiach kościoła. Byłem obserwowany przez policjanta w mundurze i kogoś w cywilu. Gdy sięgnąłem po wizytówki, ktoś trzeci wytrącił mi rękę, zabrał wizytówkę i powiedział, że jak nie chce mieć kłopotów, to żebym spadał

- opowiada o nieudanej próbie zdobycia podpisu koronowanej głowy.

W sferze niespełnionych marzeń kolekcjonera pozostał podpis Matki Teresy z Kalkuty. Napisał także na moskiewski adres do Juana Antonio Samarancha, szefa MKOl. List jednak wrócił do Jasła.

Zbiera autografy także polityków wszystkich opcji politycznych, ministrów i ma ich całkiem sporo. Także sportowców, ale także uczestników konkursów młodych talentów. Próbujący swoich sił na scenie są najczęściej zaskoczeni prośbą kolekcjonera.

Każdemu zdobyciu autografu towarzyszy mu stres, obawa przed reakcją osoby proszonej o podpis.

- Trzeba mieć dużo szczęścia, znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. Czasami decyduje ułamek sekundy, gest

- uważa kolekcjoner.

Setki autografów ma w pamiętnikach, na dyplomach, legitymacjach, rozmaitych dokumentach, angażach, opiniach, świadectwach, zdjęciach, widokówkach, wizytówkach, w książkach, na płytach, bilecie tramwajowym, gazetach, karteluszkach, specjalnych księgach pamiątkowych oraz w listach.

Otrzymał propozycje sprzedania autografu Jana Pawła II i Anny Jantar.

- Chce za wszelką cenę kupić muzeum i prywatna osoba, młody chłopak. To nie są rzeczy na sprzedaż

- podkreśla Zbigniew Dranka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pamiątki po rotmistrzu Pileckim

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tadeusz
Artykuł świetny. Tylko jedna uwaga. Jarema Stępowski, a nie Stępkowski.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie