Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Posłannictwo proboszcza z Desznicy. Ksiądz Józef Obłój ratuje zabytkowe świątynie w Beskidzie Niskim [ZDJĘCIA]

Bogdan Hućko
Bogdan Hućko
Proboszcz parafii w Desznicy ks. Józef Obłój, ratujący zabytkowe cerkwie, mówi, że jeszcze bardzo dużo pracy przed nimi
Proboszcz parafii w Desznicy ks. Józef Obłój, ratujący zabytkowe cerkwie, mówi, że jeszcze bardzo dużo pracy przed nimi Bogdan Hućko
Dzieli ludzi – jak sam z uśmiechem zaznacza - tylko na tych, z którymi można się dogadać i tych, których trzeba delikatnie omijać, żeby nie było konfliktów. Zjednał swoją otwartością wszystkich, bez względu na pochodzenie, obrządek czy wyznanie. Parafianie mówią o nim krótko: niesamowicie życzliwy, skromny i bardzo uczynny.

Mile zaskoczeni są też turyści, bo drugiego takiego księdza, który niemal na każde zawołanie czy telefon, wciela się w rolę przewodnika, wsiada w samochód, jedzie sporo kilometrów i oprowadza po zabytkowych świątyniach, imponując przy tym wiedzą historyczną, nie tak łatwo spotkać. Proboszcz z Desznicy, jeżeli tylko obowiązki duszpasterskie mu nie kolidują, czyni to z wyraźną przyjemnością i radością.

Wspólnota wielonarodowa i wieloobrządkowa

Ksiądz Józef Obłój został proboszczem w Desznicy w 2006 r.

- Moja parafia to wspólnota wielonarodowa i wspólnota wieloobrządkowa. Mam garstkę grekokatolików, Łemków, którzy wrócili po roku 1956, kiedy pojawiła się szansa powrotu z wysiedlenia, ale mam też górali, którzy przybyli na te tereny z nowotarskiego czy dawnych mieszkańców Huty Polańskiej, którzy tu się osiedlali po wojnie. Wspólnymi siłami tworzymy społeczeństwo lokalne i staramy się ratować zabytki. Chce przybliżyć ludziom, którzy tutaj przybywają, że można się pięknie różnić i można tworzyć wspólne dobro. I to jest jakby drugi cel, niemniej istotny jak ratowanie zabytków. Budowanie ludzkiej wspólnoty, wzajemnego szacunku, wzajemnej przyjaźni, tolerancji. Nawet jak się trochę różnimy

– podkreśla proboszcz parafii pw. Matki Bożej Niepokalanej w Desznicy.

To tereny, mimo upływu lat, gdzie o zarzewie konfliktu jest bardzo łatwo. Jedno nieodpowiednie słowo, nieprzemyślana decyzja i można łatwo poróżnić ludzi. Jednak proboszcz z Desznicy, pochodzący z Przysietnicy koło Brzozowa, jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu.

- Wychowałem się na styku kultur, w wiosce, gdzie była ludność polska, rzymskokatolicka, ale po sąsiedzku były wioski z ludnością mieszaną. W domu rodzice uczyli mnie szacunku dla każdego człowieka i dla każdej kultury. Mieliśmy kilka osób w mojej rodzinnej wiosce – jak to się popularnie mówi – przyżenionych z okolicznych miejscowości. Między innymi sąsiadkę grekokatoliczkę, z którą bardzo przyjaźniła się moja rodzina. Pewną taką wrażliwość na tych ludzi, odmienności kulturowe, ale na wspólnotę, którą możemy mimo tych różnic tworzyć, wyniosłem z domu rodzinnego

– podkreśla ksiądz.

Dwie filialne świątynie

Parafia pw. Matki Bożej Niepokalanej to nie tylko kościół w Desznicy (dawna murowana cerkiew grekokatolicka św. Dymitra Męczennika), ale również dwie, drewniane, zabytkowe świątynie, dawne cerkwie św. Michała Archanioła w Świątkowej Wielkiej i Świątkowej Małej, obecnie kościoły filialne. - Taki stan prawny jest od 1986 r., kiedy formalnie świątynie zostały przekazane naszej parafii. Wcześniej były przez prawie 30 lat otoczone opieką i użytkowane przez parafię rzymskokatolicką, natomiast nie były naszą własnością - dodaje ks. Józef Obłój. W nieparzyste niedziele miesiąca msze święte odprawia w Świątkowej Wielkiej, a w parzyste w Świątkowej Małej.

Obie cerkwie są oczkiem w głowie proboszcza, ale też od kilkunastu lat spędzają sen z powiek duchownego. Ksiądz Józef robi wszystko, żeby uratować je przed zniszczeniem i jest na dobrej drodze, żeby cel osiągnąć.

Zjednał wokół siebie wielu życzliwych ludzi, na czele z Barbarą Mielczarek, prezesem Fundacji im. Generała Pułaskiego, mocno zaangażowanych w ratowanie zabytkowych dwóch cerkwi w Krempnej i Kotani, należących do sąsiedniej parafii w Krempnej. Zaangażował się mocno w organizację Krempniańskich Parad Historycznych, które po uratowaniu świątyń w Krempnej i Kotani, przeniesione zostały na plac przy cerkwi w Świątkowej Wielkiej.

Obserwował ratowanie cerkwi w Kotani oraz w Krempnej i po cichu marzył, żeby udało się to również w jego parafii.

- Cała idea naszych spotkań paradowych, to pozyskiwanie przyjaciół. Nie tylko środków materialnych, ale też gromadzenie ludzi, którzy byliby w bardzo mocnym stopniu pozytywnie zainteresowani kulturą i jej ratowaniem, tą kulturą materialną, która pozostała po Łemkach, którzy tutaj żyli przez wieki i którzy żyją obecnie

– zaznacza ksiądz Józef.

Ocalona przed całkowitym zniszczeniem

Pierwszy sukces odnieśli wspólnymi siłami. Cerkiew w Świątkowej Wielkiej, cała pokryta polichromią, co jest rzadkością, została uratowana przed całkowitym zniszczeniem. Wszyscy zaangażowani mają powody do radości i satysfakcję, że się udało. Nieprzerwane prace trwały od 2014 do 2022 roku, zarówno wewnątrz jak i w otoczeniu cerkwi. Najważniejsze to: konserwacja ołtarzy – głównego i bocznego oraz stołu ołtarzowego pod figurą Matki Bożej Saletyńskiej, konserwacja obrazu malowanego na płótnie, który znajduje się w przedsionku świątyni, konserwacja siedmioramiennego świecznika, na wzór żydowskiej menory, ale jest to najprawdopodobniej świecznik cerkiewny.

Cerkwia w Świątkowej Wielkiej jest nietypowa, bo pomalowana na różne kolory. Na podstawie zachowanych śladów udało się zrekonstruować te barwy.

- To nasza perła w tej części Beskidu Niskiego

– podkreśla Barbara Mielczarek.

Roboty wokół świątyni też nie brakowało. Z placu cerkiewnego, przez jego wyprofilowanie, odprowadzono wody opadowe. Został wykonany głęboki drenaż na parkingu, zabezpieczający cerkiew przed wodami gruntowymi i opadowymi, które tam napływały. Oszalowano deskami murowany dom katechetyczny, który szpecił otoczenie cerkwi, a w tej chwili stapia się choćby stylem szalowania ze świątynią.

– Trochę udało się zrobić

– skromnie zaznacza proboszcz. W większości prace były finansowane z Krempniańskich Parad Historycznych.

Niszczała i była okradana

Teraz cała energia skierowana została na ratowanie drugiej świątyni filialnej w Świątkowej Małej. To dawna cerkiew grekokatolicka z 1762 r. Od 2009 roku trwają tu nieprzerwanie prace konserwatorskie i remontowe. W roku 2010 została wykonana praca przy remoncie całej bryły świątyni.

- Trzeba było ten remont wykonać, bo cerkwi groziło zawalenie

– ksiądz Józef Obłój wskazuje na piękną architektonicznie świątynię. Równocześnie, jakby równolegle do tych prac remontowych, były prowadzone prace konserwatorskie przy wyposażeniu. Między innymi trwała wtedy praca konserwatorska przy potężnej ikonie sądu ostatecznego, dzieła Jakuba Jacentego Rybotyckiego, ikony z przełomu XVII i XVIII wieku. Później były wykonywane prace konserwatorskie przy innych ikonach.

- A teraz chcemy podjąć wielkie dzieło ratowania, a w przyszłości uzupełnić ikonostas, który jest zdekompletowany, bo został częściowo rozkradziony w czasach powojennych. Lata powojenne, kiedy cerkiew nie miała żadnego opiekuna, skutkowały tym, że z jednej strony, tu niszczała architektura drewniana, niszczały dachy, ściany, które były często zalewane przez wody opadowe i gniły. Dużo większe straty, nie do odrobienia, powstały na skutek różnych rabunków ikon

– opowiada proboszcz.

Ikonostas z końca XVII wieku jest niekompletny. Został uzupełniony, miejsca po brakujących ikonach załatano elementami cerkiewnego wyposażenia, pochodzącymi z innych świątyń. Na konserwację ikonostasu parafia otrzymała 245 tysięcy złotych z Rządowego Programu Odbudowy Zabytków. To duże wsparcie, bo koszt konserwacji szacowany jest na niespełna 300 tys. złotych. Natomiast pozostają jeszcze cztery XVII-wieczne ikony, które zostały wtórnie do tego ikonostasu włożone. Na ratowanie tych ikon, które są w ikonostasie obecnie, przeznaczone zostaną dochody z tegorocznej XX Krempniańskiej Parady Historycznej.

- Ta parada od szeregu lat pomaga nam ratować świątynie w Świątkowej Małej i Wielkiej, pomagała m.in. w spłacaniu długów z remontu tej świątyni, a potem gromadzeniu funduszy na świątynię w Świątkowej Wielkiej i na ratowanie kolejnych ikon

– nie kryje wdzięczności ksiądz Józef Obłój.

W 2022 roku m.in. pozyskali tzw. wkład własny na konserwację XVII-wiecznego ołtarza. Datowanie tego ołtarza jest niedokładne. Pochodzi z przełomu XVII i XVIII wieku.

- We własnym zakresie sfinansowaliśmy odtworzenie brakującej ikony „Ukrzyżowania Chrystusa”, która podobnie jak niektóre ikony z ikonostasu zniknęła w latach powojennych. Udało się ją odtworzyć dzięki temu, że w muzeum w Łańcucie zachowały się dokładne fotografie czarno-białe, a kolory na ikonie są typowe dla każdej ikony „Ukrzyżowania”, więc można było kolorystykę – na tej podstawie – odtworzyć. Fotografia pozwalała odtworzyć szczegóły, łącznie z grawerunkiem w złoconym tle

– opowiada duchowny.

Prace w cerkwi w Świątkowej Małej są finansowane z różnych dotacji. Proboszcz z Desznicy jest bardzo wdzięczny za wszelką pomoc i dziękuje marszałkowi województwa podkarpackiego Władysławowi Ortylowi, obecnemu wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków Beacie Kot i poprzedniemu – Grażynie Stojak, służbom konserwatorskim z Krosna, które z wielką życzliwością pomagają prowadzić prace. Także tym co bezpośrednio pracowali przy konserwacji ikon – Kazimierze i Kazimierzowi Wajdom z Haczowa, Małgorzacie Dawidiuk z Przemyśla i jej ekipie konserwatorskiej. Ludziom, którzy pomagali w remoncie świątyni – Andrzejowi Wilczyńskiemu, firmie remontowej „Portal”, Kazimierzowi Miśkowiczowi - wójtowi Krempnej na miarę skromnych możliwości tej gminy, który także wspierał remonty.

- I wielu, wielu bezimiennych często dla mnie i moich parafian sponsorom, którzy z potrzeby serca tę świątynię ratują. Wszystkim serdecznie dziękujemy i fundusze z XX Krempniańskiej Parady Historycznej też wykorzystamy w podobny sposób, jak wykorzystywaliśmy dotychczasowe, ratując kolejne zabytki. Często te środki z parady w porównaniu z wydatkami wydają się przysłowiową kroplą w morzu, ale jest to kropla, bez której wielu prac byśmy nie podjęli

– podkreśla ksiądz Józef.

W roli przewodnika

Cerkwie swoim pięknem przyciągają turystów. Ksiądz Józef dla każdego znajduje chwilę, żeby przybliżyć zabytek, porozmawiać i pokazać perły architektury, ale też czynne miejsca kultu. Świątynie nie są muzeami. Tutaj odprawiane są msze, ludzie przychodzą się modlić, wyciszyć w pięknym otoczeniu. W dniu, w którym jesteśmy w Świątkowej Małej, ksiądz pracuje za przewodnika dla turysty z Czech, któremu wcześniej pokazał cerkiew w Kotani i zaprasza gościa do Świątkowej Wielkiej. Duchowny spieszy się, bo za godzinę, w Świątkowej Małej jest umówiony z innym turystą. Spełnia prośbę. Nie odmawia, bo skoro ktoś prosi…

Cerkiew z 1762 r. w Świątkowej Małej, wybudowana w stylu zachodniołemkowskim ma wyraźny trójpodział. Na przełomie lat 80. i 90. XIX wieku była rozbudowywana. Ma dodatkowo duży przedsionek i dodatkowe pomieszczenie pod wieżą.

- Żeby uzyskać to pomieszczenie przesunięto tę dużą wieżę, wybudowano ją na nowo nad przedsionkiem, a między środkową wieżą a tą najwyższą, pojawił się dach dwuspadowy, kalenicowy. To efekt rozbudowy w XIX wieku

– pokazuje ksiądz nietypowe zwieńczenie, bo cerkwie zasadniczo były nakrywane tzw. dachami namiotowymi, czyli każda część była przykryta oddzielnym dachem. Zaczynały się na różnych wysokościach i jak namiot przykrywały każdą część. Symetria, wyraźny trójpodział dachu, został zaburzony przez dach kalenicowy, podczas rozbudowy w XIX wieku.

Częściowo uratowane wyposażenie

W ubiegłym roku poddali konserwacji nastawę ołtarzową, która jest eksponowana na bocznej ścianie świątyni.

- Kiedy ikonostas pójdzie do konserwacji, nastawa ołtarzowa pojawi się w jego miejsce

– tłumaczy ksiądz.

Mimo rabunków w latach powojennych i niszczenia świątyni, udało się uratować wiele cennych, zabytkowych przedmiotów z wyposażenia. Nie służą już do liturgii, ale są eksponowane przez księdza. Do nich zalicza się m.in. maleńki ołtarzyk, który w cerkwiach spełniał rolę miejsca przygotowania darów ofiarnych. Przy tym ołtarzyku paliły się świece w cerkwiach, okadzano dary ofiarne. Znajdował się najczęściej za ikonostasem po stronie prawej.

- Ponieważ ołtarz ofiarny jest przeniesiony przed ikonostas, umieściliśmy ołtarzyk z boku. Był straszliwie zniszczony, właściwie – mówiąc językiem konserwatorów – był to tzw. destrukt, czyli coś, co się nie nadawało do użytku. Została odtworzona po konsultacji z panem Jarosławem Giemzą typowa ikona jaka w tych ołtarzykach najczęściej bywała i wszystko zostało poddane konserwacji w pracowni pani Małgorzaty Dawidiuk. To były prace przy obiekcie nie wpisanym do rejestru zabytków, więc w stu procentach finansowane przez nas, bo na takie prace nie dostajemy dotacji

– tłumaczy proboszcz.

Zabawna jest natomiast historia z XVII-wieczną ikoną narodzenia św. Jana Chrzciciela i nadania imienia Janowi.

- Przez długie lata we wszystkich rejestrach zabytków, to była ikona „Narodzenia Najświętszej Maryi Panny”. Dlaczego? Te dwie ikony są bardzo podobne, a ta była tak zabrudzona przez wieki, że nieczytelna. Kiedy państwo Wajdowie przystąpili do jej konserwacji, kiedy ją odczyścili, okazało się, że dziecko nie wygląda na dziewczynkę. Druga sprawa – ten kapłan, dwa razy jest przedstawiony jako ojciec Jana Chrzciciela – Zachariasz. Trzyma w ręce zwój i na tym zwoju są słowa: „Jan będzie jego imię”, więc już nie było wątpliwości, kto jest na tej ikonie przedstawiony

– uśmiecha się ksiądz Józef, wskazując na obraz.

Zachowała się też ikona z 1849 r. tzw. płaszczenica, która w liturgii cerkiewnej spełnia rolę Grobu Pańskiego w Triduum Paschalnym i w okresie Wielkanocy.

- Ponieważ w tej świątyni swojej roli liturgicznej nie spełnia, żeby ją można było wyeksponować na ścianie, została oprawiona, po to, żeby się nie niszczyła. Była bardzo zniszczona, ponieważ jest to ikona malowana na płótnie. Płótno zostało od spodu podklejone, zdublowane, dopiero wtedy zlikwidowane przedarcia

– pokazuje zabytek ks. Józef.

W świątyni jest pięć chorągwi cerkiewnych.

- Kiedy przyszedłem do parafii, to chorągwie było tylko trzy. Jedna została kupiona w Rzeszowie na bazarze. Dostaliśmy ją od osoby, która wiedziała co kupuje, znała wartość tego, a która chciała, żeby to się nie poniewierało w prywatnych zbiorach, tylko, żeby trafiło do cerkwi. Kupił i podarował, żeby chorągiew cerkiewna była w świątyni. Płótno z oryginalnym wizerunkiem było bardzo zniszczone. Wizerunek został przełożony na nowe płótno, a tu mamy fotokopie tego wizerunku, która została umieszczona w tym starym, zachowanym w strzępach płótnie. Okazało się, że konserwacja tego płótna kosztowała by więcej niż wartość całej ikony. Bo jest to bardzo skomplikowany proces, dlatego mamy nowe płótno – stary wizerunek. Drugi stary wizerunek wisiał sobie na ścianie obramowany zwykłymi listewkami, okazało się, że jest to malowidło dwustronne, pochodzi z chorągwi i dlatego też został oprawiony w nowe płótno i mamy w ten sposób pięć pięknych chorągwi cerkiewnych

– z pasją tłumaczy duchowny.

Przetrwały zawieruchy powojenne cztery krzyże procesyjne. Nie wiadomo skąd pochodzą. Najstarszy z połowy XVII wieku i jest to na pewno dzieło Jakuba Jacentego Rybotyckiego. Drugi z przełomu XVII i XVIII wieku albo początku XVIII wieku, trzeci to taki typowy XVIII-wieczny, a kolejny z przełomu XVIII i XIX wieku.

Cieszy oczy parafian i turystów XVIII-wieczny żyrandol, tzw. pająk na świece, który był w stanie katastrofalnym. Połamany, powiązany drucikami, został uratowany w pracowni konserwatorskiej.

- Kiedy przystąpiliśmy do remontu świątyni i zdejmowaliśmy go, druciki były przerdzewiałe, rozpadł się z powrotem w kawałki

– wspomina ksiądz.

To jeszcze nie koniec

Zostały jeszcze do konserwacji trzy ikony przedstawiające ofiary Starego Testamentu. Stanowiły niegdyś boki ołtarza ofiarnego. Pierwszą jest scena przedstawiająca króla Szalemu, czyli Jeruzalem – Melchizedeka, który składa ofiarę z chleba i wina, zapowiedź Eucharystii. Na drugiej Abraham składa w ofierze Izaaka, a na trzeciej - ofiara Kaina i śmierć Abla. Te ikony czekają na swoją kolejkę.

Zachował się także futerał po drewnianej, bogato złoconej monstrancji z czasów józefińskich. –

Niestety, zdobi muzeum ikon na zamku w Sanoku, a powinna być w tej świątyni, bo jest to naczynie, które powinno wrócić do liturgii. Bo tu jest jego miejsce, nie w muzeum. W muzeum powinny być zachowane takie eksponaty z wyposażenia, gdzie nie ma świątyni, gdy świątynia przestała istnieć, a tam gdzie świątynia funkcjonuje, powinny być w świątyni, bo takie jest ich przeznaczenie

– uważa ksiądz Józef Obłój.

Monstrancja trafiła do sanockiego muzeum wtedy, gdy cerkiew w Świątkowej Małej nie była wykorzystywana w liturgii, kiedy nie była objęta opieką parafii w Desznicy. Świątynie, zarówno w Świątkowej Wielkiej jak i Świątkowej Małej, stały się prawną własnością parafii w Desznicy dopiero w 1986 r.

Udostępniona do kultu

Uroczystego udostępnienia świątyni do kultu dokonał 14 listopada 2010 r. ksiądz biskup Kazimierz Górny. Upamiętnia to wydarzenie kapliczka z tablicą informującą o remoncie dawnej cerkwi greckokatolickiej, a także o 500. rocznicy lokowania wsi na prawie wołoskim.

- Wybudowana została przez potomka Łemków i górali. Jakby pokazuje, że tu te dwa środowiska kulturowe stopiły się w tej chwili w jedno. Mama Łemkini, tato rodowity góral, syn budowlaniec z kamienia kapliczkę wybudował

– podkreśla proboszcz.

Wewnątrz kapliczki jest ikona, która nawiązuje do zrabowanej ze środka ikonostasu. Płaskorzeźbę wykonała dziewczyna z Rzeszowa, absolwentka Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie.

Na cmentarzu przy cerkwi zachowało się jeszcze sporo kamiennych nagrobków. Prace renowacyjne prowadził Szymon Modrzejewski i członkowie Stowarzyszenia Magurycz.

Drugie życie dla cerkwi

Kościół rzymskokatolicki, który przejął opuszczone cerkwie, dał im drugie życie, uratował przed niechybną zagładą. Poprzedni właściciel - kościół greckokatolicki do lat 90. XX wieku nie miał prawa istnieć w systemie komunistycznym. Prawosławie – tak, kościół greckokatolicki – nie. Powtórzyła się sytuacja od czasów carycy Katarzyny, która prześladowała grekokatolików (unitów).

- Władza komunistyczna poszła tym samym śladem. Grekokatolicy nigdy nie zgłaszali pretensji do tych świątyń przejętych przez kościół rzymskokatolicki. Nawet nie mają możliwości sprawowania tutaj liturgii, bo kapłanów jest za mało. Ksiądz z Gorlic dojeżdża do Polan i Olchowca oraz sporadycznie do Grabiu. Wcześniej dojeżdżał ksiądz z Komańczy. To jak można objąć wszystkie cerkwie duszpasterstwem? Choćby jakaś garstka grekokatolików była. Dlatego ci ludzie, którzy tutaj żyją często są skazani na duszpasterstwo rzymskokatolickie, bo nie mają innej możliwości. Gdyby na przykład grekokatolicy zwrócili się o udostępnienie do liturgii tego czy tamtego kościoła, to nie ma problemu. Ksiądz biskup by się zgodził, ja nie miałby nic przeciwko temu i myślę, że mieszkańcy też. Po prostu mają za mało powołań, żeby objąć te tereny. Lata komunistyczne zrobiły swoje

– konstatuje ze smutkiem proboszcz z Desznicy.

Ksiądz Józef Obłój nie zgadza się z treścią zamieszczoną na tablicy informującej o szlaku architektury drewnianej, gdzie jest napisane, że do 1986 r. świątynia nie była wykorzystywana w liturgii.

- Gdyby 30 lat nie była objęta opieką, choćby doraźną jak niewielkie remonty, naprawy dachu itd., dzisiaj byśmy jej już nie oglądali, ona by się zawaliła ze starości, na skutek działania warunków atmosferycznych. Była otoczona opieką, natomiast parafia nie była jej prawnym właścicielem. Byli ludzie, którzy potrzebowali świątyni i była wykorzystywana w liturgii

– przecina wszelkie niedomówienia.

Duchowny, który ratowaniu świątyń, poświęca cały swój wolny czas, przytacza opinię jednego z parafian.

- Łemko ze Świątkowej Wielkiej kiedyś powiedział bardzo wymowne słowa: proszę księdza, my nie mamy pretensji do kościoła rzymskokatolickiego, że się zajął tymi świątyniami, że je przejął, bo tam, gdzie ich nie przejął, tam dzisiaj już ich nie ma.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Posłannictwo proboszcza z Desznicy. Ksiądz Józef Obłój ratuje zabytkowe świątynie w Beskidzie Niskim [ZDJĘCIA] - Nowiny

Wróć na jaslo.naszemiasto.pl Nasze Miasto